stany lekowe

Psychoterapia lęku

Każdy z nas doświadczył w życiu uczucia lęku. Zaciśnięty żołądek podchodzi do gardła, nogi robią się jak z waty. Świat wokół zawęża się, w głowie rośnie czarna dziura. Całe ciało sztywnieje, serce wali coraz mocniej. Pojawia się panika, chęć ucieczki albo natychmiastowego zniknięcia z powierzchni ziemi.
W przeciwieństwie do strachu będącego reakcją na konkretne zagrożenie, często nie wiemy, co tak naprawdę wywołuje w nas lęk. Mówimy „boje się tej rozmowy, egzaminu, porażki…” Potem pojawia się lęk przed lękiem: „boję się, że to znowu się pojawi, że już zawsze będę się bał…, że lęk uniemożliwi mi normalne życie…”.

Lęk jest uczuciem, które pojawia się u każdego człowieka. Ma swoją funkcję – informuje o zagrożeniu i w związku z tym powinien pomagać w życiu. Czasem jest go jednak zbyt dużo, wtedy zamiast pomóc, poważnie ogranicza nasze możliwości.
U osób cierpiących na zaburzenia lękowe można zwykle wyróżnić kilka charakterystycznych schematów myślowych”
· Muszę być doskonały we wszystkim, co robię w życiu.
· Nie mogę pozwolić sobie na żadna pomyłkę, czy porażkę.
· Jeśli nie będę taki, stracę, albo nigdy nie zyskam miłości i szacunku ze strony otoczenia. Bez tej miłości, akceptacji i uznania moje życie i działania stracą sens.
· A nade wszystko nie wolno mi się bać. Jeśli lęk się pojawia, to nie jestem doskonały…
I tak zaklęte koło się zamyka.

Reagowania lękiem uczymy się zwykle już w dzieciństwie. Dziecko podświadomie wyczuwa uczucia otoczenia. Jeśli na przykład matka zwykła bać się o nie i niepokoić (czyli sama reagowała niepewnością i lękiem) młody człowiek szybko uczył się, że świat jest niebezpieczny, a on sam ma za mało możliwości, aby skutecznie przetrwać i zrealizować swoje zamierzenia. Oczywiście nie należy mylić reakcji lękowych z normalnym zdrowym myśleniem, które ma zapewnić dziecku właściwą ochronę i bezpieczeństwo.

Innym mechanizmem powstania tendencji do reagowania lękiem bywa częste doświadczanie warunkowej akceptacji. Czujemy wówczas, że miłość i akceptację naszej osoby możemy mieć jedynie pod warunkiem spełnienia pewnych wymagań. Dla małego dziecka miłość i akceptacja rodziców jest równoznaczna z możliwością przetrwania, jej brak — z zagrożeniem. Uczy się zatem spełniać oczekiwania rodziców i utrwala w sobie lęk przed odrzuceniem. Ten mechanizm powtarza potem jako dorosła osoba, choć jego życie i przetrwanie nie zależy już od osób trzecich.

Jak można wyleczyć się z lęku? Często na początku nie wiemy, jakie sytuacje czy myśli aktywują to uczucie. Pierwszym i wydaje się najważniejszym krokiem jest zaakceptowanie faktu, że się boję. „Jestem w porządku, kiedy się boję”, „jestem w porządku, że się boję” . To normalne uczucie, ono przynosi mi pewną informację, której być może na razie nie umiem odczytać.
Paradoksalnie pacjent jest zachęcany do zatrzymania lęku w sobie. „Zobacz, trwasz w tym stanie. Nadal żyjesz. Poza tym, że to nieprzyjemne uczucie, nic złego się nie dzieje”. Zwykle w chwili, kiedy dajemy sobie przyzwolenie na pozostanie w tym stanie i doświadczanie go, lęk słabnie.
Ważne, by nauczyć się technik, które pomogą zmniejszyć napięcie. Bardzo pomocne są tu proste techniki oddechowe, wizualizacyjne, a także systematyczne podejmowanie ćwiczeń fizycznych. Jak każde ćwiczenia, trzeba je praktykować przez pewien czas, najlepiej wtedy, kiedy czujemy się przynajmniej względnie dobrze. Po pewnym czasie stosowane w sytuacjach kryzysowych również przyniosą upragniony skutek.

Następnym krokiem jest odkrycie w jaki sposób dana osoba wywołuje w sobie stan lęku. Analizujemy wtedy przykładowe sytuacje, kiedy lęk się pojawiał. Można wówczas odnaleźć myśli i wyobrażenia powodujące jego narastanie. Musimy pamiętać, że ten stan jest naszą odpowiedzią na WYOBRAŻENIE zagrożenia. Zwykle wracamy wtedy na chwilę do stanu dziecka, które jest przerażone, że sobie nie poradzi.
Rozważmy konkretny przykład. Mam zdać egzamin. Co trzeba sobie wyobrazić, powiedzieć samemu sobie, albo przypomnieć, żeby zacząć się bać? Mogę przypomnieć sobie wszystkie opinie, że jest bardzo trudny, a egzaminator szczególnie wymagający i złośliwy. Mogę pomyśleć, co będzie jak go obleję – będę się czuła fatalnie, mama będzie rozczarowana i na pewno powie, że nie włożyłam wystarczająco dużo pracy w przygotowania. Albo wyobrazić sobie, że jeśli nie dostanę piątki, to na pewno NIKT NIGDY nie zechce przyjąć mnie do pracy. Mogę długo rozważać, jak bardzo beznadziejną jestem osobą, skoro nie potrafię nawet spokojnie zdać egzaminu. Skoro jestem tak okropna i bezwartościowa, dlaczego komukolwiek mogłoby na mnie zależeć?.. I tak dalej… Myśląc w ten sposób z pewnością uda mi się w końcu wzbudzić w sobie długotrwałe napięcie, lęk, a może nawet panikę.
STOP. Teraz przyszedł czas na powstrzymanie ponurych myśli. A więc:
– Mam prawo popełnić pomyłkę, tak jak każdy człowiek na świecie.
– Jestem osobą godną miłości i szacunku, choć czasem robię coś źle lub zdarzyło mi się kierować niezbyt dobrymi intencjami. – Mogę nad tym pracować, ale fakt popełnienia błędu mnie nie dyskwalifikuje.
Zwykle pojawia się wtedy pytanie: „czy mam prawo w ten sposób o sobie myśleć, skoro dotychczas moja samoocena tak bardzo zależała od tego, jak postrzegają i oceniają mnie inni?” Przyznanie sobie wewnętrznego prawa do prób, błędów i uczenia się na nich, omylności i poszukiwań jest podstawą zdrowienia i stawania się samodzielną, mającą zaufanie do samej siebie osobą.
A potem? Potem wystarczy tylko zastanowić się czego chcę naprawdę i SPOKOJNIE to osiągnąć.