Kalorie pełne emocji – psychologia jedzenia ponad miarę

Mechanizm powstawania nadwagi i otyłości jest powszechnie znany. Zbędne kilogramy to nadmiar tkanki tłuszczowej, która rozrasta się wskutek przyjmowania z pokarmem zbyt dużej liczby kalorii w stosunku do zapotrzebowania energetycznego organizmu. Często, poszukując przyczyn problemu, zadowalamy się takim wyjaśnieniem, ale nadal nie wiemy, jak to się dzieje, że jemy za dużo.

Żeby uzyskać i utrzymać pożądaną masę ciała, warto poznać okoliczności, w których jemy, choć nie jesteśmy głodni. Pokarm nie tylko dostarcza nam energii, niezbędnej do podtrzymania funkcji życiowych. Gdyby do tego ograniczała się jego rola, pewnie nie byłoby książek kucharskich, restauracji, przyjęć, kulinarnych konkursów. Jedzenie ma wymiar kulturowy, społeczny i emocjonalny. Jeśli, planując kurację odchudzającą, koncentrujemy się jedynie na liczeniu kalorii, narażamy się na niepowodzenie.
Zaspokajanie pierwotnej potrzeby głodu, czyli karmienie, jest bardzo ważne dla budowania więzi między matką a dzieckiem. Prawdopodobnie dlatego większości ludzi jedzenie przez całe życie kojarzy się z przyjemnością i opieką i w chwilach smutku chętnie sięgamy po przekąskę. Gorszy nastrój sprzyja wybieraniu potraw słodkich i tłustych, które wpływając na procesy biochemiczne w mózgu, powodują poprawę samopoczucia. Tego rodzaju pocieszenie nie jest trwałe, a do tego prowadzi do przyrostu masy ciała i niesie ze sobą ryzyko błędnego koła. Osoba, która tyje, bo ma tendencję do „pocieszania się” jedzeniem, niezadowolona ze swojego wyglądu będzie przeżywać coraz większe napięcie, a przez to – coraz częściej jeść.
Spożywaniu nadmiernej ilości pokarmu sprzyja brak wglądu we własne stany emocjonalne. Badania pokazują, że osoby przejadające się nie zawsze potrafią odróżnić głód od innych doznań wewnętrznych, a wyrażanie złości w adekwatny i otwarty sposób sprawia im trudność. Jedzenie może być też formą radzenia sobie ze stresem, a przygotowywanie i spożywanie potraw – sposobem na odwrócenie uwagi od prawdziwego problemu.
Dość powszechną praktyką, również wśród osób otyłych, jest jedzenie w trakcie oglądania telewizji lub w czasie seansu kinowego. Filmy angażują emocjonalnie, co sprzyja sięganiu po chipsy lub popcorn. Nawyk ten wzmacniają dwa mechanizmy. Pierwszy z nich, to warunkowanie: skojarzenie sytuacji z filmu z „podjadaniem” utrwala się i prowadzi do jedzenia w podobnych okolicznościach. Drugi mechanizm, to ograniczenie samoświadomości. Kiedy koncentrujemy się na losach bohaterów, tracimy kontrolę nad tym, ile jemy. Do podobnych efektów doprowadzić mogą spotkania z rodziną i znajomymi, którym towarzyszy jedzenie i zaburzający świadomość alkohol.
Wspólne spożywanie posiłków niewątpliwie jest ważnym elementem życia rodzinnego, jednak czasem obraca się przeciwko nam. Po pierwsze – jemy więcej, kiedy patrzymy na innych jedzących. Po drugie – często poprzez jedzenie kształtujemy relacje z bliskimi. Przygotowywanie posiłków bywa w niektórych rodzinach istotnym rytuałem oraz wyrazem miłości i troski. Osoby wychowane w takiej atmosferze czują się zobowiązane do tego, żeby zjeść wszystko, co mają na talerzu – gdyby postąpiły inaczej, „zraniłyby” uczucia swoich bliskich.
Chcąc dostrzec psychologiczne uwarunkowania jedzenia, trzeba wykroczyć poza zaspokajanie podstawowej biologicznej potrzeby. Bywa, że kontrola ilości przyjmowanego pokarmu okazuje się dużo większym wyzwaniem, niż sądziliśmy. Nawet, jeśli kolejna próba odchudzania nie przyniosła rezultatów, nie należy się poddawać. Warto ponownie przeanalizować przyczyny niepowodzenia. Być może tkwią one w sferze naszych emocji? Wówczas – zamiast po raz kolejny bezrefleksyjnie rozpoczynać dietę – lepiej skorzystać z pomocy psychoterapeuty.