Zaburzenia osobowości: osobowość dyssocjalna (antyspołeczna)

Czasem, kiedy słyszymy o morderstwach i brutalnych pobiciach dokonanych ze złości, z nudów, dla kilkudziesięciu złotych łupu, w żaden sposób nie potrafimy wytłumaczyć zachowania sprawcy i postawić się w jego sytuacji.
Przestępcami w takich przypadkach najczęściej są osoby dyssocjalne, dawniej nazywane psychopatami. To ludzie, którym brakuje jednej z podstawowych ludzkich umiejętności: empatii (czyli współodczuwania emocji). Nie rozumiemy ich, a oni nie potrafią przyjąć naszej perspektywy i zrozumieć tego, co czujemy.
Większość z nas bardzo szybko przyswaja zestaw nakazów i zakazów niezbędny do tego, by funkcjonować w społeczeństwie we względnej zgodzie z innymi. Pojęcia dobra i zła są dla nas realne, mamy sumienie i zdarza nam się przeżywać poczucie winy. Podstawowym wyznacznikiem właściwego zachowania dla wielu z nas jest zasada „nie czyń drugiemu co tobie niemiłe”. Tego wszystkiego pozbawieni są ludzie o osobowości dyssocjalnej czyli antyspołecznej. Jak wskazuje sama nazwa zaburzenia, to jednostki, które stoją w opozycji wobec społeczeństwa i aktywnie działają przeciwko ogólnie przyjętym normom. To indywidualiści, dla których jedyną zasadą jest postępowanie zgodnie z własnymi potrzebami. Nie liczą się z innymi, nie zabiegają o akceptację. Ludzie wokół są dla nich ważni na tyle, na ile mogą się do czegoś przydać. Bywają źródłem gotówki, seksualnej przyjemności, obiektami służącym do rozładowania agresji, a wystraszeni – podkreślają szczególny status jednostki antyspołecznej.
Osoby antyspołeczne nie tylko realizują swoje zamierzenia bez względu na okoliczności – co gorsza zamierzenia te powstają zwykle pod wpływem impulsu. Kiedy ludzie o cechach dyssocjalnych czegoś chcą, chcą tego natychmiast i bez względu na konsekwencje. Prawdopodobnie nie są w stanie rozważyć możliwych następstw swoich czynów. Gdy spodoba im się jakaś rzecz, mogą ją ukraść, nie zastanawiając się nad skutkami. Nawet jeśli zostaną przyłapani na gorącym uczynku i ukarani, nie uczą się na błędach i przy najbliższej okazji zachowują się równie impulsywnie.
Dyssocjalne zaburzenie osobowości ściśle wiąże się z brakiem kontroli nad agresją. Gwałtowność, mała odporność na frustrację i deficyt empatii sprawiają, że osoby antyspołeczne bez zahamowań wyładowują złość na innych, często w brutalny sposób. Uważają przy tym, że ofiary przemocy w pełni zasługują na swój los. Osoby antyspołeczne twierdzą, że mają prawo pomiatać innymi – gdyby nie zaatakowały pierwsze, same mogłyby paść ofiarą ataku.
Diagnoza osobowości dyssocjalnej często współwystępuje z uzależnieniem od alkoholu czy narkotyków. Zwykle poprzedzona jest zaburzeniami zachowania w dzieciństwie: chuligańskimi wybrykami, znęcaniem się nad zwierzętami i ludźmi, stosowaniem przemocy seksualnej. Wiele przyszłych jednostek dyssocjalnych doświadcza w dzieciństwie zaniedbania ze strony rodziców, braku miłości, wymierzanych przypadkowo surowych kar. Tacy ludzie nie mają okazji nauczyć się szacunku i empatii wobec drugiej osoby, nie wiedzą, na czym polega emocjonalna więź z drugim człowiekiem, nie znają podstawowych norm społecznych. Starają się więc walczyć o przetrwanie nie przebierając w środkach. Zdarza się jednak, że osoby o cechach dysscojalnych rozwijają się w „normalnych” rodzinach. Za przyczynę uważa się wtedy wrodzone predyspozycje – silny temperament, który nie poddaje się modyfikacjom ze strony środowiska.
Niektóre osoby dysscojalne potrafią działać w bardziej subtelny i przemyślany, niż w powyższym opisie. Uczą się postępować tak, jakby odczuwały i rozumiały emocje innych – są dobrymi aktorami. Mogą być brutalne i okrutne, a jednocześnie na tyle inteligentne, by osiągać swoje cele „w białych rękawiczkach”. Przez to wydają się szczególnie niebezpieczne, ponieważ ich ofiary przez długi czas nie dostrzegają niepokojących symptomów. Psychopatologia tego rodzaju to zjawisko szczególnie inspirujące pisarzy i scenarzystów: najbarwniejsze postaci seryjnych morderców, z Hannibalem Lecterem na czele, obdarzane są tą odmianą osobowości antyspołecznej. Na szczęście w rzeczywistości występują znacznie rzadziej niż w książkach.

Małgorzata Libman-Sokołowska